Miasto, góry i milczenie: związki Karpacza z historią wydobycia uranu
Wędrując karkonoskimi szlakami, odwiedzając schroniska i wdychając żywiczną woń górskiego lasu, łatwo zapomnieć, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu, w cieniu tych samych zboczy, działała podziemna machina przemysłu strategicznego. Turyści szukający dziś informacji o podziemnych tajemnicach Karkonoszy często wpisują w wyszukiwarkę hasła związane z „kopalnią uranu” w pobliżu Karpacza. I choć żadna kopalnia nie funkcjonowała bezpośrednio w tym mieście, związek Karpacza z wydobyciem uranu w Kowarach jest niepodważalny – historyczny, społeczny i geograficzny.
Dwa miasta, jeden kontekst – Karpacz i Kowary
Karpacz i Kowary to sąsiednie miejscowości leżące u podnóża Karkonoszy, oddalone od siebie o zaledwie kilka kilometrów. Choć ich charakter był różny – jeden ośrodek rozwijał się turystycznie, drugi przemysłowo – przez większą część XX wieku ich losy były splecione.
W czasie, gdy Karpacz przyjmował gości z całej Polski i zagranicy jako górski kurort, w Kowarach w ciszy i cieniu funkcjonowała kopalnia uranu. Miejsce, którego nie oznaczano na mapach, którego nie opisywano w przewodnikach, ale o którym „wszyscy wiedzieli”.
Geografia sprzyjająca dyskrecji
Zaledwie kilka minut jazdy dzieli centrum Karpacza od dzielnicy Podgórze w Kowarach – to właśnie tam, na stokach gór, znajdowały się wejścia do sztolni uranowych. Region ten cechuje się nie tylko malowniczością, ale też odpowiednią złóż uranu budową geologiczną. Rudy uranu występują tu w postaci zmineralizowanych żył między gnejsami i granitami karkonoskimi.
Z punktu widzenia służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo strategiczne PRL-u (i ZSRR), okolice Karpacza były idealnym miejscem do prowadzenia ściśle tajnej działalności. Gęste lasy, trudny dostęp, mało zaludnione tereny, a do tego granica z Czechosłowacją sprzyjały utrzymaniu tajemnicy.
Pracownicy z Karpacza w kopalni uranu
W latach 1948–1973 setki osób pracowały przy wydobyciu uranu w Kowarach. Wielu z nich mieszkało właśnie w Karpaczu i okolicznych wsiach – szczególnie w dzielnicach takich jak Wilcza Poręba, Ściegny czy Miłków. Dojeżdżali do pracy codziennie, pieszo, rowerem lub transportem zorganizowanym przez zakład.
Była to dobrze płatna praca, ale obarczona ryzykiem – nie tylko fizycznym, ale też społecznym. Obowiązywała pełna dyskrecja. O tym, co się wydobywało i gdzie trafiał urobek, nie wolno było mówić nawet rodzinie. Dziś potomkowie tych ludzi żyją w Karpaczu, a ich wspomnienia wciąż krążą w lokalnych opowieściach.
Szlaki, które prowadziły przez strefy milczenia
Współczesne szlaki turystyczne z Karpacza do Kowar i w rejon Przełęczy Okraj przebiegają w pobliżu dawnych szybów, sztolni i dróg technologicznych. Choć wiele z tych miejsc zarosło lub zostało zasypanych, doświadczony wędrowiec dostrzeże nieregularne wypłaszczenia w terenie, betonowe obrysy lub fragmenty porzuconej infrastruktury.
Te same ścieżki, którymi dziś chodzą turyści z kijkami trekkingowymi, dawniej służyły do transportu sprzętu, ludzi, a być może również urobku zawierającego uran.
Tajemnica, która sąsiadowała z otwartością
Karpacz był wizytówką regionu – gościł wczasowiczów, kuracjuszy, dzieci z kolonii, a w późniejszych latach również turystów z Zachodu. Tymczasem tuż za wzgórzami funkcjonował świat zamknięty, objęty najwyższą klauzulą tajności. Turyści nie mieli pojęcia, że kilkanaście kilometrów od ich pensjonatu działa podziemna kopalnia, która była częścią radzieckiego programu nuklearnego.
Ten paradoks – kurort i tajna kopalnia funkcjonujące obok siebie – czyni związek Karpacza z przemysłem uranowym jeszcze bardziej fascynującym.
Ruch i transport między miastami
Przez lata w Karpaczu i na trasie do Kowar można było obserwować ciężarówki jeżdżące regularnie między górami a Jelenią Górą. Oficjalnie – transport materiałów budowlanych. Nieoficjalnie – przemieszczano sprzęt, ludzi i urobek. Starsi mieszkańcy wspominają widok zakrytych pojazdów, z których wysiadali ludzie w kombinezonach ochronnych.
Droga Kowary–Karpacz była więc nie tylko szlakiem turystycznym, ale i trasą przemysłową – choć niewidzialną dla opinii publicznej.
Edukacja i turystyka po transformacji
Po zamknięciu zakładu w latach 70. teren dawnej kopalni stopniowo popadał w zapomnienie. Dopiero w latach 90. podjęto pierwsze próby udostępnienia części wyrobisk jako podziemnej trasy edukacyjnej. To właśnie turystyka z Karpacza – miasta, które zawsze miało potencjał przyciągania – stała się siłą napędową tej przemiany.
Dziś turyści odwiedzający Karpacz bardzo często trafiają do Kowar – czasem z ciekawości, czasem przypadkiem – i odkrywają zupełnie inny wymiar historii regionu.
Wspólna tożsamość górska
Karpacz i Kowary dzielą ten sam masyw górski, tę samą historię przesiedleń, tę samą pamięć o PRL. Obie miejscowości były świadkami przemian społecznych, gospodarczych i geopolitycznych. I choć dziś rozwijają się w różnych kierunkach – jeden jako centrum turystyki rodzinnej, drugi jako ośrodek eksploracji historii przemysłowej – tworzą wspólną karkonoską opowieść.
Ślady pozostałe w języku i kulturze lokalnej
W języku mieszkańców Karpacza przetrwały zwroty takie jak „jechać do zakładu”, „być w uranie”, „pracować pod górą”. Dla młodszych pokoleń to tylko słowa. Dla starszych – konkretne wspomnienia. Kopalnia była obecna w rozmowach, w milczeniu, w gestach. Choć nie była częścią miasta, była obecna w jego świadomości.
Cisza jako element krajobrazu
Wreszcie – Karpacz i okolice zawsze przyciągały ludzi szukających spokoju, oddechu, kontaktu z naturą. Historia kopalni uranu w Kowarach wprowadza do tego krajobrazu dodatkową warstwę: ciszę o przemysłowym pochodzeniu. Ciszę, która była wymuszona. Która stała się strategią. Która przetrwała w lasach, skałach i wspomnieniach.
Kiedyś dzieliła je mapa. Dziś łączy pamięć.
Choć na mapie PRL Karpacz był kurortem, a Kowary punktem przemysłowym, dziś ich związek staje się coraz bardziej widoczny. Turyści szukający tajemnic, historii i śladów przeszłości zaczynają łączyć oba te miejsca w jedną, pełniejszą opowieść.
To właśnie dlatego pytania o „kopalnię uranu w Karpaczu” nie są błędne – są intuicyjnym tropem do odkrycia tego, co naprawdę kryją góry.



