Przemysł, który milczał: co kryje Podgórze w Kowarach?
Kto patrzy na Kowary dziś, widzi spokojne karkonoskie miasteczko. Kto spojrzy pod ziemię – odkryje miejsce, które przez dekady nie istniało.
Miasto, którego połowa działała w milczeniu
W dzielnicy Podgórze w Kowarach, niedaleko granicy z Czechami i zaledwie kilka kilometrów od tętniącego życiem Karpacza, istniało przez lata coś więcej niż kopalnia. To był system, żywa struktura z własnym pulsem, z rytmem zmian, który przez dekady ukrywano przed światem. W oficjalnych dokumentach nie występował. W relacjach rodzin – nie pojawiał się. A mimo to żył. Tętnił. I promieniował – dosłownie i metaforycznie.
Tu właśnie, w czeluściach karkonoskiego zbocza, funkcjonowała kopalnia uranu, która stanowiła element większego kompleksu górniczo-przemysłowego, rozciągającego się na wiele kilometrów pod ziemią. Pracowano w sztolniach oznaczanych numerami, literami, niekiedy jedynie pseudonimami nadawanymi ustnie – jakby już wtedy wszyscy wiedzieli, że dokumenty mogą nie przetrwać.
Sieć sztolni, która oplatała Podgórze
W rejonie Kowar znajduje się kilkadziesiąt sztolni – niektóre znane, inne zasypane, część oficjalnie „zamknięta z powodu braku dokumentacji geologicznej”. A jednak – jak twierdzą eksploratorzy – to tylko wierzchołek.
Wśród nich sztolnie stanowiące Podziemną Trasę Turystyczną 'Sztolnie Kowary’. To nie tylko chodniki, ale również korytarze techniczne, komory magazynowe, szybiki wentylacyjne i rozgałęzienia prowadzące do nieznanych dziś punktów. Część z nich była połączona w systemy – poziomami, rurami, transportem linowym. Porozrzucane na terenia Podgórza w Kowarach sztolnie kończyły się czasem kratą blokującą przejście, czasem stalowymi drzwiami. Albo tylko skalnym osuwiskiem i ciszą.
„To była mapa polityczna, nie geologiczna”
Wydobycie rozpoczęto krótko po zakończeniu II wojny światowej, w ścisłej współpracy z radzieckim aparatem bezpieczeństwa. Jak tłumaczy dr hab. Jan Środoń, geolog z Polskiej Akademi Nauk:
„Kowary to jedno z najważniejszych miejsc występowania rud uranu w Polsce.”
To nie była jednak zwykła eksploatacja geologiczna. Sposób prowadzenia działalności wskazywał, że celem nie była tylko produkcja – chodziło o kontrolę, o ciszę i o struktury, które nie zostawiają śladów.
Górnicy – zatrudniani lokalnie, zsyłani z głębi kraju, niekiedy rekrutowani z armii – podpisywali zobowiązania do milczenia. Nie wiedzieli, co wydobywają – mówiono o „rudzie strategicznej” lub „surowcu do przemysłu chemicznego”.
Nie było tej kopalni – ale ludzie do niej schodzili
Oficjalnie kopalnia nie istniała. W urzędach nie można było znaleźć jej adresu. Na mapach – ani jednego wejścia do sztolni. Władze lokalne miały zakaz zadawania pytań. Nawet mieszkańcy dzielnicy Podgórze w Kowarach mówili półgębkiem o dziwnym ruchu ciężarówek nocą.
A jednak przez ponad 20 lat setki ludzi codziennie znikało pod ziemią. W jednym z dostępnych archiwów wspomina się, że “jedna zmiana trwała od ciemności do ciemności”. Wracali pyliści, zmęczeni, najczęściej milczący.
Niektórzy po latach zmagali się z nowotworami, schorzeniami dróg oddechowych, niewyjaśnionym zmęczeniem. Związków z promieniowaniem nigdy nie potwierdzono – ani też nie obalono.
Fragment imperium, które nie chciało być widziane
Ta kopalnia uranu nie była wyjątkiem – była elementem szerszego planu. Moskwa potrzebowała surowca do budowy własnego programu nuklearnego. Polska Ludowa – w roli lojalnego wykonawcy – dostarczała to, co miała: ludzi, zasoby i milczenie.
Jak zaznacza dr Julian Liniecki z Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi:
„Roztwory hydrotermalne, przemieszczając się przez spękania w gnejsach i granitach karkonoskich, doprowadziły do formowania się żył rud uranu w rejonie Kowar.”
To nie przypadek, że właśnie Podgórze w Kowarach stało się centrum działań – geologia szła tu w parze z topografią idealną do ukrycia przemysłu.
Puste dziś, głośne kiedyś
Wędrując dziś po okolicznych wzgórzach, trudno dostrzec, gdzie kończy się teren cywilny, a zaczyna historia. Część szybów została zasypana. Inne są zabezpieczone, zamurowane lub zarośnięte. Wejścia do sztolni – ukryte w lasach, czasem nieoznaczone, czasem z tablicą „teren prywatny”.
Ci, którzy tam byli, mówią o uczuciu napięcia. Powietrze ciężkie. Cisza – intensywna. Każdy krok rozbrzmiewa jak pytanie. A odpowiedzi nie ma.
Nie mapa, nie muzeum – ale coś więcej
To nie jest przestrzeń ekspozycyjna. To nie jest atrakcja z folderu. To historia, która nie została do końca opowiedziana. Wciąż żyją ludzie, którzy o niej pamiętają, ale nie zawsze chętnie chcą mówić. Wciąż istnieją dokumenty, które czekają w archiwach.
Niezmiennie aktualne są pytania, których w czasach PRL nikt oficjalnie nie miał śmiałości zadać:
- Jak wyglądał przepływ informacji między stroną radziecką a polską?
- Kto był odpowiedzialny za warunki pracy?
- Czy prowadzono pomiary promieniowania?
- Dlaczego część dokumentacji zniknęła?
Wejdź tam, gdzie cisza mówi najwięcej
To nie tylko historia – to miejsce, które możesz poczuć pod stopami. Wybierz się na podziemną trasę turystyczną w Kopalni Uranu Liczyrzepa w Kowarach, gdzie część dawnych sztolni została udostępniona zwiedzającym. Wejdź pod ziemię korytarzami, którymi przez dekady schodzili ludzie w milczeniu. Zobacz oryginalne wyrobiska, poznaj techniki wydobycia, stań w miejscu, gdzie historia nie była pisana słowami, lecz potem, ryzykiem i milczeniem.
To tu znajdziesz odpowiedzi – lub kolejne pytania.
Bo Podgórze w Kowarach nie jest tylko obszarem na mapie, nie tylko dzielnicą miasteczka. To przestrzeń, która wciąga głębiej z każdym krokiem.



